Od lat obserwuję dzieci zarówno jako matka, jak i jako dyrektorka żłobka i przedszkola. Widzę je w ich codzienności: kiedy z radością biegną na plac zabaw, kiedy dumnie pokazują swoje pierwsze prace plastyczne, ale też wtedy, gdy świat okazuje się dla nich zbyt trudny. Kiedy płaczą, złoszczą się, upadają, frustrują. Właśnie w tych momentach najmocniej widzę, jak ogromne znaczenie ma jedno krótkie zdanie: „Jestem przy Tobie”.
Jako dorośli często zastanawiamy się, co powiedzieć dziecku, jak je uspokoić, jak reagować. Tymczasem najważniejsze nie jest to, co mówimy, ale to, że jesteśmy. Dostępni i uważni. Obecność dorosłego zatrzymuje dziecko w momencie, w którym emocja próbuje zabrać je za daleko. Kiedy jestem obok mojego własnego dziecka i kiedy jestem obok dziecka w żłobku, widzę, jak samo to, że ktoś trwa przy nim spokojnie, potrafi zmniejszyć napięcie, jeszcze zanim padną jakiekolwiek słowa. Jak wyciągnięte ramiona do kojącego utulenia są ukojeniem.
Dzieci nie mają jeszcze narzędzi, by same regulować swoje emocje. Nie dlatego, że „nie próbują”, ale dlatego, że ich układ nerwowy fizjologicznie dopiero dojrzewa. W tych pierwszych latach życia potrzebują dorosłego jak przedłużenia własnej stabilności. I choć mówię to jako dyrektorka, która zna badania psychologiczne, to przede wszystkim mówię to jako matka, która wiele razy czuła, jak dziecko uspokaja się dzięki temu, że ma się do kogo przytulić i komu oddać swoją bezradność.
Bycie „przy dziecku” nie oznacza rozwiązywania problemu za nie. Nie oznacza też zgadzania się na wszystko, ustępowania czy braku granic. Obecność jest czymś znacznie głębszym! Dajemy sygnał, że dziecko nie jest samotne w tym, co czuje. Że nie jest za dużo. Że ma prawo do przeżywania emocji, a my jesteśmy tu, bo pomożemy je unieść.
W żłobku widzę, jak dzieci instynktownie biegną do dorosłego, kiedy coś je przytłoczy. Kiedy potrzebują ukojenia, szukają kontaktu, spojrzenia, ramion, rąk. Nawet te najbardziej samodzielne, niezależne, rezolutne. Ta potrzeba bliskości nie jest „rozpieszczaniem”, ale biologicznym programem, który chroni je i uczy świata. Dziecko, które w trudnym momencie słyszy i czuje „jestem przy Tobie”, uczy się, że emocje nie są zagrożeniem, bo zawsze można znaleźć pomoc. I paradoksalnie, to właśnie takie dzieci najszybciej zdobywają prawdziwą samodzielność emocjonalną.
Jako dyrektorka obserwuję też, jak bardzo zmienia się zachowanie dzieci, które mają obok siebie spokojnego dorosłego. Ich napięcie opada szybciej, łatwiej wracają do zabawy, rzadziej reagują agresją. A jako matka wiem, że czasem ta obecność oznacza po prostu siedzenie obok, trzymanie za rękę, czasem tylko powiedzenie „widzę, że jest Ci trudno, chodź, jestem tutaj”. I to wystarcza. Zaskakująco często to właśnie te gesty mają największą moc.
„Jestem przy Tobie” to nie słowa to gotowość, by zatrzymać się i naprawdę zobaczyć dziecko. To umiejętność, by nie bać się jego emocji, bo wiemy, że są one częścią rozwoju, a nie przejawem „złego zachowania”. To przekonanie, że bliskość nie osłabia dziecka, ale je wzmacnia.
I choć na co dzień noszę w sobie dwie perspektywy matki i dyrektorki, w jednej kwestii obie są ze sobą całkowicie zgodne: największym prezentem, jaki możemy dać dziecku w trudnym momencie, jest nasza obecność. To dorosły, który jest zawsze obok, filar.
Materiał opracowany przez: Monikę Katarzyńską – Dyrektor Regionalną Przedszkoli i Żłobków Norlandia w Toruniu i Brodnicy.
Linki do stron placówek:
